Od zawsze najlepiej oddychało mi się tam, gdzie kończy się asfalt. Choć cenię naukowe publikacje, to właśnie w lesie odnajduję swój "buddyjski zen". Uwielbiam zapach wilgotnej ściółki, spokój wczesnego poranka i moment, w którym po godzinie w lesie głowa w końcu przestaje analizować listę zadań.
W wolnym czasie uciekam w głąb puszczy, badam zmysłami leśne mikroświaty i uczę się cierpliwości od drzew. Wierzę, że las to nie tylko miejsce – to stan umysłu, do którego każdy z nas ma klucz, tylko czasem potrzebuje pomocy, by go odnaleźć.